Rafał Strzelczyk

Dieta

Był dzień Mamy, przyjęcie.

Wieczorem Mama poczuła się słabo. Pojawił się silny ból głowy i wysokie ciśnienie. Zawieźliśmy Mamę do szpitala.

Po kilkudniowym pobycie diagnoza: nadciśnienie, jednak mimo podanych leków stan się nie poprawiał. Znowu szpital, dokładniejsze badania, pomiar poziomów hormonów i nowa diagnoza: nadczynność tarczycy, podane leki hormonalne.

Trochę lepiej ale nadal nie jest dobrze.

 

Zmiana szpitala na wojewódzki, tomografia głowy i diagnoza: guz nowotworowy w mózgu – na przysadce. Lekarze twierdzą że jest to przerzut bo nie może być to samoistne. Robią więc dodatkowe badania i wykrywają guza pierwotnego w jelicie. Na szczęście udaje się zrobić czystą operację, guz wycięty jelita połączone obyło się bez stomii … uff. Układ pokarmowy będzie normalnie funkcjonował. Nie zastosowano ani radio- ani chemioterapii. Ale nadal mamy guza w mózgu, co z nim? Konsultacja w Warszawie i zalecenia póki nic się z nim nie dzieje nie ruszamy za duże ryzyko, tomograf głowy kontrolnie raz na pół roku, leki hormonalne i da się jakoś w miarę normalnie funkcjonować. W ten sposób przetrwała moja Mama następne 3 lata.

Pewnego dnia wieczorem dostała okropnego bólu głowy i rano obudziła się z podwójnym widzeniem. Pojechała do znajomej okulistki a Pani doktor wysłała ją od razu do szpitala okulistycznego. Diagnoza: uszkodzenie nerwu wzrokowego odwodzącego, lewe oko przestało się w pełni poruszać stąd też podwójne widzenie. Przyczyna, oczywiście guz nowotworowy rozlał się na skrzyżowanie wzrokowe i uszkodził nerw.

Lekarze proponowali w szpitalu operować jak najszybciej,

wyciąć guz póki nie uszkodził kolejnych nerwów. Mówili że tego oka już się nie da uratować i trzeba działać szybko, by guz nie uszkodził drugiego. Mama nie zgadzała się na to by ktoś jej miałgrzebać skalpelem w mózgu, w żadnym wypadku. Zaproponowali w takim wypadku przeniesienie na oddział onkologiczny i zastosowanie radio- lub chemioterapii ale i w tym wypadku spotkali się ze stanowczym sprzeciwem.

Wiele lat pracy mojej Mamy w aptece i kontakt z pacjentami leczonymi tymi terapiami tylko utwierdziły mamę w przekonaniu, że skuteczność tych metod leczenia jest nikła a skutki uboczne bardzo ciężkie. Nie potrafiący przekonać pacjentki lekarze uderzyli do rodziny. Zadzwonił do mnie jeden z nich i poprosił bym przekonał Mamę do podania się chociaż chemio- lub radioterapii. I niewiele myśląc zadzwoniłem do niej porozmawiałem o tym i … prawie ją przekonałem by poddać się tym terapiom. Ale… coś mi powiedziało – sprawdź jakie są szanse.

Usiadłem przy komputerze i zacząłem szukać danych statystycznych dotyczących różnych rodzajów guzów mózgu. Okazało się, że szansa na 5 lenie przeżycie przy operacjach wynosi około 20%, natomiast przy leczeniu radio- czy chemioterapią waha się w granicach 5%. Ma się to ni jak do placebo, które podane w różnych schorzeniach daje poprawę w kilkunastu procentach przypadków.

Zadzwoniłam do Mamy i powiedziałem, że miała racje

i niech się nie zgadza bo te terapie nie mają sensu. W tym momencie nie wiedziałem jeszcze jaką terapię podejmiemy, wiedziałem tylko, że szanse przy terapiach medycyny akademickiej są zbyt małe by był sens próbować się nimi leczyć.

Zacząłem poszukiwania. Pierwsze poważne informacje poparte konkretnymi doświadczeniami znalazłem na temat leczenia raka głodówką. Wyglądało to bardzo zachęcająco, ale były to dane sprzed drugiej wojny światowej, brak było świeższych opracowań. No i wtłoczone mi na akademii medycznej przeświadczenie, że po tygodniu bez jedzenia umrzemy z głodu kłóciło się z tymi informacjami. Opisywane efekty były bardzo obiecujące tak więc wiedziałem, że na pewno taki element zastosuję w terapii Mamy. Następną skuteczną terapią którą zgłębiłem była terapia metaboliczna witaminą B17 dr Krebsa. Ale to nadal było mało. Przeczytałem wiele opracowań badań nad substancjami działającymi przeciwnowotworowo i to co mnie uderzyło to to, że większość tych substancji było pochodzenia roślinnego. Na podstawie tych danych ułożyłem dietę, która powinna nie zawierać czynników prowadzących do nowotworu i zawierać jak najwięcej naturalnych czynników przeciwnowotworowych.”

fragment książki “DIETA lekarstwem na choroby cywilizacyjne”