Rafał Strzelczyk

Moja historia

Zawsze lubiłem się uczyć, w szkole podstawowej wszystko przychodziło mi łatwo więc nie ucząc się na siłę wchłaniałem wiedzę jak gąbka. Lubiłem lekcje i szkołę, szczególnie matematykę, przyrodę, biologię i chemię. Moją miłością były książki czytałem wszystko co wpadło mi w ręce. Pana Tadeusza, na którego dzieci klną że muszą “coś takiego” czytać, ja  przeczytałem 3 razy.

Za pieniądze z komunii rodzice kupili mi komputer Commodore 64. Chwilę pograłem, ale to mnie nie pociągało. Chciałem tworzyć coś własnego, więc zacząłem programować. Nauczyłem się najpierw Microsoft Basic, a potem w Assemblera. Podobało mi się, że do programowania jest potrzebne logiczne myślenie (30 lat później odkryłem że do leczenia też jest potrzebne logiczne myślenie.,.). Gdy kończyłem podstawówkę chciałem się dalej uczyć i postanowiłem iść do liceum ogólnokształcącego. Na podaniu trzeba było uzasadnić dlaczego ta szkoła. Tak więc będąc jeszcze dzieckiem i nie wiedząc co tak naprawdę chcę robić w życiu napisałem, że chcę po liceum iść na studia farmaceutyczne na akademii medycznej. Znałem to z domu bo moja mama była magistrem farmacji i przynajmniej wiedziałem co mnie może tam czekać. W liceum już poświęcałem się trzem moim pasjom: programowaniu, czytaniu książek i przyrodzie. Zawsze lubiłem wszystko co związane z naturą, mama była także mgr inż. ogrodnictwa, więc od najmłodszych lat miałem kontakt z roślinami i wiedzą o nich w troszkę szerszym zakresie.

Zioła są wspaniałe, możemy je badać setki lat a i tak pewnie wszystkiego nie będziemy wiedzieli o nich. Gdy kończyłem liceum, maturę zdałem z biologi i konsekwentnie zdawałem na Akademię Medyczną. To był pierwszy raz, kiedy na egzaminach była tylko biologia i chemia. Pomimo że w liceum byłem jednym z najlepszych uczniów z chemii, to właśnie przez ten przedmiot nie dostałem się na studia – tak wysoki był poziom. Zabrakło mi dosłownie kilka punktów. W takim razie postanowiłem zdawać na informatykę i tam o dziwo się dostałem pomimo, że na egzaminie były rzeczy których się nie uczyłem. Uratowało mnie logiczne myślenie, sam wyprowadziłem potrzebne wzory i obliczyłem zadania egzaminacyjne. Nigdy jednak nie zacząłem tych studiów. Okazało się bowiem, że dla osób którym zabrakło niewiele punktów aby dostać się na akademię medyczną została otwarta furtka w postaci płatnych studiów pod nazwą “wolny słuchacz”. W ten sposób dostałem się na farmację.

Rok później zdawałem jeszcze raz i tym razem po roku chemii na studiach nie miałem najmniejszych problemów by dostać się na dzienne studia i przenieść na drugi rok już oficjalnie jako student Akademii Medycznej. Studia szybko upłynęły, było wesoło. W pracy magisterskiej znowu połączyłem moje pasję, bo tematem był program do obróbki wybarwionych zdjęć mikroskopowych. Praca magisterska miała więcej stron kodu programistycznego niż tekstu.

W trakcie studiów śpiewałem w chórze akademickim. Muzyka, która też jest bardzo ważna dla naszego zdrowia, zawsze mi gdzieś towarzyszyła. Jako dziecko uczyłem się grać na pianinie i gitarze, potem śpiewałem w chórze w liceum no i na studiach także. W Poznaniu, gdzie studiowałem, brakowało w różnych chórach basów, więc często występowałem w chórze Akademii Muzycznej i innych amatorskich chórach. Wręczając mi dyplom magisterski, dziekan wydziału zażartował sobie, że dziwnie łączę te moje pasje – komputery i śpiewanie, a prodziekan odparł mu na to “… przecież to te same płytki, Panie Profesorze”.

W każdym razie zostałem magistrem farmacji. Na początku po zrobieniu stażu “w domu”, czyli u mamy w aptece, pracowałem w aptekach w Poznaniu, Nowym Tomyślu a następnie w Luboniu. Po 2 latach wróciłem do rodzinnej miejscowości i zacząłem znowu pracować w rodzinnej aptece. Zostałem wybrany do rady samorządu zawodowego i działałem w tej radzie trzy kadencje (12 lat) – w komisji nauki. Kolega poprosił mnie o zostanie kierownikiem hurtowni leków. Więc podjąłem pracę w szczecińskim oddziale Galeniki-Panax. Po kilku latach małą hurtownię kupił największy polski hurtownik Torfarm (teraz NEUCA) i tak zostałem kierownikiem w Szczecińskim oddziale największej polskiej hurtowni leków. W międzyczasie cały czas pomagałem mamie w rodzinnej aptece.

“Był dzień Mamy, przyjęcie. Wieczorem Mama poczuła się słabo. Pojawił się silny ból głowy i wysokie ciśnienie. Zawieźliśmy Mamę do szpitala. Po kilkudniowym pobycie diagnoza: nadciśnienie, jednak mimo podanych leków stan się nie poprawiał. Znowu szpital, dokładniejsze badania, pomiar poziomów hormonów i nowa diagnoza: nadczynność tarczycy, podane leki hormonalne. Trochę lepiej ale nadal nie jest dobrze. Zmiana szpitala na wojewódzki, tomografia głowy i diagnoza: guz nowotworowy w mózgu – na przysadce.” fragment książki “DIETA lekarstwem na choroby cywilizacyjne” 

Dość powiedzieć, że mimo ogromnych starań i walki mama nie przeżyła. Podjąłem nierówną walkę z rakiem i poniosłem porażkę. Te ciężkie doświadczenia miały jednak jeden plus – pozyskałem ogromną wiedzę z dziedziny przeciwdziałania nowotworowi. Moją osobistą misją stała się pomoc innym ludziom w walce z rakiem – zarówno profilaktycznie jak i podczas choroby. Gdy moja mama zachorowała, zmienił to moje życie i mój pogląd na farmacje, ale o tym już przeczytać możecie w mojej książce.

Pożegnałem się z NEUCĄ. Pracuję w swojej Aptece i prowadzę konsultacje żywieniowe – radzę ludziom jak pozbyć się chorób dietą, suplementacją i naturalnymi metodami leczniczymi. Prowadzę też szkolenia dzięki którym możesz nauczyć się jak lepiej i skutecznie dbać o swoje zdrowie. Mam nadzieję, że moja historia przekona Cię (a może także Twoją rodzinę?) aby zadbać o siebie zanim będzie za późno. Z pasji doradzam ludziom jak pozbyć się chorób przewlekłych dietą. Jeśli pozwolisz uchronię Ciebie i Twoich bliskich przed najstraszniejszą z nich – RAKIEM.